Świat dziecięcej zabawy
Od połowy października 2011 roku w Muzeum Zagłębia w Będzinie można oglądać wystawę „Świat dziecięcej zabawy”. Wystawa mieści się w holu Pałacu Mieroszewskich.
Kiedyś gry i zabawy przynależały nie tylko do wieku dziecięcego, o czym wspomina Łukasz Gołębiowski w swym dziele „Gry i zabawy różnych stanów…” wydanym w Warszawie w roku 1831, ale również były domeną dorosłych. Zabawa, bowiem zdaniem tegoż badacza, potrzebna jest w każdym wieku: niemowlętom by ukoić płacz, dzieciom by zdobyć nowe umiejętności, starszej młodzieży aby mogła się wyszaleć a dorosłym dla relaksu i odpoczynku.
Wiele zabaw ma swój dawny rodowód, niektóre znane były już nawet w starożytności. Jednak dziś mnóstwo z nich odchodzi w niepamięć, znikają albo już znikły z podwórek, boisk, dziecięcych pokoi gdzie coraz częściej dzieci spędzają czas przed komputerem czy telewizorem.
Wystawą tą pragniemy, zatem przywołać wspomnienia dawnych gier i zabaw, ale także zabawek, jakie towarzyszyły dzieciom podczas ich codziennych harców. Zabawek z lat międzywojennych takich jak porcelanowa lalka czy ołowiane żołnierzyki, ale również zabawek z lat 60., 70. i 80. ubiegłego wieku: elementów dziecięcego gospodarstwa domowego, samochodów, pociągów, figurek tworzących niegdyś kolekcje bajkowych postaci czy armie plastikowych żołnierzy. Swoje miejsce na naszej ekspozycji znalazły także zabawki wzorowane na ludowych oraz gry towarzyskie i planszowe takie jak: bierki, domino, „Człowieku nie irytuj się” lub „Wyścigi konne”.
Całość dopełniają fotografie dawnych zabawek, dzieci bawiących się lub też pozujących do zdjęcia z ulubioną maskotką, konikiem, autkiem czy lalką.
Prezentowana ekspozycja jest zaledwie zalążkiem kolekcji, którą Muzeum Zagłębia cały czas stara się rozbudować i wzbogacić o nowe eksponaty. Wystawę można oglądać do 30 marca 2012 roku.
Za pomoc w realizacji wystawy oraz udostępnienie fotografii i zabawek dziękujemy: Joannie Kwapień, Izabeli Kura, Monice Banasik, Arturowi Ptasińskiemu, Krystianowi Stareprawo, Jarosławowi Dajnowskiemu, Pawłowi Kauzalowi oraz Jagódce i Kalince Gawlik, a także Zagórskiemu Regionalnemu Stowarzyszeniu „Pakosznica”.
Opisy niektórych zabaw dziecięcych:
Puszczanie baniek-bulek
„Dziecię bawi niańka, gdy wody mydlanej nabrawszy
w słomkę, wydyma ją w bąble różnofarbne, każdy z nich
odrywa się potem, ulatuje i znika, wkrótce i samo dziecię
puszcza bańki, dziwi się im, zachwyca niemi…”
Ł. Gołębiowski, Gry i zabawy różnych stanów, Warszawa 1931, s.10
Zabawa lalką
„Pamiętam u przyjaciela mego jednego dwoje dziewczątka małych, we czterech lat jedno, drugie w piąci, które z za piecem ubierały łatki, a zawały je dzieciami; gdy je już w szmaty uwinęły i sznurami związały, sprzeczały się: moje piękniejsze; drugie zaś: nie twoje, moje; oto Oczki u niego piękniejsze, gębusia mała. Usłyszawszy, przystąpię do tak sławnej kontrowersyjnej, obaczę, rozwiną, aliście szczapy smolne; roześmiałem się i odszedłem rzekłszy: <<Ubierajcież, miłe dziadki>>”
J. Brożek, Gratis, w: J. Brożek, Wybór pism, t. I. oprac. H. Barycz, Warszawa 1956, s. 348
„Pierwszą zabawą chłopców konik i biczyk, pierwszą dziewcząt lalka, jak gdyby przeznaczenia swe zgadywała, z lalką się pieści, kołysze ją, przyśpiewuje jej, usypia, to ją hojda, to do łojna swego przytula, daje piersi, w sukienkę ubiera i rozbiera, strofuje, czasami dawane sobie przestrogi do niej zwracając, ją ucząc, jak ma być dobrą, żeby ją mama kochała i tatko”.
Ł. Gołębiowski, Gry i zabawy różnych stanów, Warszawa 1931, s.26
„Niepodobna pominąć najbardziej rozpowszechnionej za wszystkich, lalki. Każda matka wie z doświadczenia, iż jest to dla dziewczynek szczególniej zabawka nad zabawkami, nikt też nie może przeciwko niej powstawać, przynajmniej o tyle, o ile zabawka ta odpowiada swemu pierwotnemu przeznaczeniu, to jest uczy dziewczynkę bawić się w mamę, powtarzać lalce nauki, jakie sama odbiera i jest powodem praktycznego obeznania się z igłą a dalej i krojem”.
„Kronika Rodzinna” 1890, nr 23, s.706
Jazda na koniu
„Chłopczyk i sam jeden, byle miał bicz i lada kijek, przeistacza się w jeźdźca; już mu ów konik bryka, wierzga i niespokojnym się stawi, zacina go i powolnym sobie zmusza, szczęśliwy bez porównania, gdy polejcowawszy siostry, pogania je przed sobą, gdy przywiązany na sznurku, na kółkach osadzony, posuwa się konik […] albo gdy na koniu o biegunach siedząc trzaskać może biczykiem”.
Ł. Gołębiowski, Gry i zabawy różnych stanów, Warszawa 1931, s.12
„trzej mali bracia przy zgodzie wzorowej,
Mieli się bawić w dyliżans pocztowy,
Staś rzekł do Miecia: ja pocztarkiem będę,
Dobrze? Nabyto na koźle usiąde;
Ty będziesz końmi, bo wóz czterokonny,
I tak dojedziem do samej Jabłonny”.
„Przyjaciel Dzieci” 1868, nr 16, s. 120
Strzelanie
„Pewnego dnia, podczas naoliwiania dubeltówki przeznaczonej na wilki, pistoletu na obronę własności i pałasza na obronę honoru hrabiny, udało mi się ukraść ojcu garść prochu, który o ile wiem, nie miał jeszcze specjalnego przeznaczenia.
Gdy ojciec wyjechał w pole, schwyciłem olbrzymi klucz do spichrza, który posiadał otwór podobny do lufy tudzież dziurkę z boku, i poszedłem na polowanie. Wielki klucz do połowy nabiłem prochem, wsypałem szczyptę połamanych guzików od niedającej się wymienić części ubrania, przybiłem jak należy pakułami, a na wywołanie eksplozji wziąłem pudło hubczanych zapałek.[…] Podkradłem się pod obórkę, zatliłem hubkę, wymierzyłem klucz w lewe oko wrony, dmuchnąłem, podpaliłem. Huknęło – jakby piorun uderzył”.
B. Prus, Grzechy dzieciństwa, w: Antologia noweli polskiej, t. I, Warszawa 1993, s 249-250
Zabawy piłką
„Piłka był to kłębek z wełny albo z pakuł, tęgo po wierszchu niciami osnuty, potem skórą obszyty albo też niciami różnego koloru w siatkę obszyty: niektórzy kładli w sam środek piłki chrzęstkę rybią, dla lepszej sprężystości. Tak piłka używana była dwojako: raz do trafiania nią w rękę na ścianie wyciągnioną albo też do uderzania o ziemię a łapania jej na powietrzu; drugi raz podczas rekrakcji w polu do wyrzucania jej na powietrze jak najdalej i uganiania się za nią całymi partiami”.
J. Kitowicz, Opis obyczajów za panowania Augusta III, Warszawa 1985, s. 66
„Piłka (należy do zabawek służących do fizycznego rozwoju) owa najulubieńsza zabawka, zarówno maleńkich dzieci, jak podlotków, zarówno chłopców, jak dziewcząt. Wyrabia ona zręczność i trafność rzutu, jest bodźcem do ruchu”
„Kronika Rodzinna” 1882
Wprawianie bąka w ruch
„Cyga, kreglicka, bąk, fryga, wartołka, warchołka, wydrążona to kula na pręciku u spodu przymocowana, wokoło którego sznurek okręcony; gdy się ta cyga albo bąk w otwór udzielnej na tą rączki wsadzi, a rzemień lub sznurek odciągnie, raptem wyskakuje i z nadaną sobie mocą po podłodze się kreci z hukiem stopniowo gasnącym. Niekiedy cygę biczem ocucają, żeby nie ustawała. Od wieków cyga u nas znana”.
Ł. Gołębiowski, Gry i zabawy różnych stanów, Warszawa 1931, s.12-13
Bieganie
„Bieganie do mety, albo kto kogo prześcignie; kiedy w większej gromadzie ma być to zabawa, postępuje się w niej, jak w grze meta albo pół mety, lecz piłka nie jest użytą.
Dwie strony: każda ma swoją chorągiew, która jest u mety zatkniona, każda ma wodza, króla, matkę, jak się ich nazywać podoba. Każda ma pewne miejsce dla jeńców przeznaczone, równie od obu stron odległe, każda ma jednakową rycerzy liczbę. Za umówionym znakiem, strona zaczepiająca wysyła jednego lub dwóch wyzywających, ci dojść muszą do mety przeciwnej z wyciągnioną ręką tak blisko, ażeby chcący ich gonić przeciwnicy, dotknąć się ich ręki mogli, kto się dotknie tej ręki, ściga wyzwającego, czasem go uchwyci jako jeńca odprowadza do więzienia: czasem sam schwytany, lub zapędziwszy się zbytecznie, za metę nieprzyjacielską wpada i więźniem zostaje”.
Ł. Gołębiowski, Gry i zabawy różnych stanów, Warszawa 1931, s.19
„Chłopcy ćwiczą się w bieganiu, albo na lodzie z łyżwami lub na polu robią kreskę, którą, gdy ktoś chce wygrać musi osiągnąć, ale nie przekroczyć. Robią także zawody w bieganiu do celu i który jako pierwszy cel osiągnie otrzyma nagrodę od sędziego. Są też zabawy z bieganiem takie jak bieg z dzidą i celowanie do koła, jak podczas turniejów, które ze zwyczaju wyszły”
J.A. Comenius, Orbis sensualizm iktus, Leipzig 1910, s 274 -275
Zabawa w chowanego
„Gra ulubiona dziecinnego wieku jest chowanie się, jedno z nich szuka, a drugie w kątach pokoju kryją się; długo zasłonienie oczek już mu się zdaje dostatecznym ukryciem, w tem będąc przekonaniu, że kiedy one nie widzą, nikt ich nie widzi na wzajem. Czasem schowane dziecie samo woła, ze swego kącika już; i tym sposobem, gdzie jest, wyjawia; lecz kiedy ta gra podług prawideł się wykonywa powinna być prócz szukających i chowających jedna osoba, która odnajmuje, kiedy już szukać można, i przypuszczona do tajemnic ani słowem, ani spojrzeniem, wydać ich nie powinna. Tej rola jest najtrudniejsza i dostrzegać można, że najprędzej od lat 7 dziecię wygrać ją dobrze, jest w stanie”.
Ł. Gołębiowski, Gry i zabawy różnych stanów, Warszawa 1931, s.11
Ciuciubabka
„Jedna osoba z zawiązanymi oczami póty musiała biegać po izbie, póki drugiej z kompanii grających nie załapała; ci zaś wszyscy, którzy grali, rozpiechnąwszy się po izbie, powinni byli jękiem odzywać się ślepej babce; ale jęknowszy, co prędzej uchodzili w inne miejsce, przeto trudne było schwytanie; złapany lub złapana musiał znowu biegać po izbie z zawiązanym oczami póki innej nie załapał osoby”
J.Kitowicz, Opis obyczajów za panowania Augusta III, Warszawa 1985, s. 296
„Ślepa babka, zmrużeń, mżyk, mżytek w tej grze jednemu wiążą oczy, drudzy uciekają, ślepy dopóty goni, póki nie złapie kogo, złapanemu oczy wiążą. Ostrzegać należy ślepego, gdy mu jakie niebezpieczeństwo grozi, żeby się nie rozbił […] Ciuciu babka jest do tamtej podobna, z tą tylko różnicą, że nie oczy ale ręce w tył wiążą, i tak złapać jest obowiązany. Skoki boczne, w tył obracanie się zwinne, by kogo złapać, tu jest potrzebne”
Ł. Gołębiowski, Gry i zabawy różnych stanów, Warszawa 1931, s.69-69
ZABAWY W KÓŁKU
Kot i mysz
„Wszyscy biorą się za ręce i stają w koło, prócz dwóch osób, z których jedna jest kotem, a druga myszką. Kot chce myszkę złapać wszelkim sposobem, a osoby trzymające się winny ją bronić do ostatniego. Myszką zwykle bywa dziewica, mężczyzna kotem, ona prawo ma schronić się w niebezpieczeństwie do jamki, czyli do koła, dla kota wzbroniony tam przystęp; lecz myszka swawolna wybiega druga stroną, łudzi kota, pokazuje mu się, i znowu ucieka. Gdy myszka zwinna, kota nie mało umęcz, zwykle wszakże złapaną bywa. Gra to starodawna”.
Pan Zelman
„Jedna osoba obiera się P. Zelmanem, i puszcza w drogę, biega w koło wołając: „Jedzie, jedzie P. Zelman! Jedzie, jedzie P. Zelman!” Pierwej zaś osoby przytomne są mianowane, jedna P. Zelmanową, druga synem, trzecia córką P. Zelmana, czwarta synowicą, siostrzenicą P. Zelmana itp. Kiedy P. Zelman biegając zawoła, jedzie P. Zelmanowa, osoba tak mianowana przyłącza się do niego, i wraz z nim woła, tak z kolei się dzieje, póki wszystkie osoby się nieprzyłączą na tem się gra kończy”.
Pani starościna
„Gra ta bardzo podobna jest do pana Zelmana, z tą jednak różnicą że tu wszyscy grający siadają w koło, i nie tylko rodziny ale i dworu rozdawane są przydomki, jako to: marszałka, koniuszego, szatnego, panny na respekcie, służebnej itp. Osoba piastująca urząd Starościny obchodzi koło, i mówi: „Pani Starościna jedzie w drogę” i bierze z sobą tę a tę a tę osobę, wymieniając z kolei obecne, każda na pierwsze wezwanie wstać powinna i iść za nią. Gdy już wszyscy wstaną i obejdą koło po razy kilka daje się usłyszeć: „Pani starościna zajechała”; każdy siada gdzie może, a że jednego miejsca nie staje, kto został jest panią Starościną.
Karczma
„I tu siadają wszyscy w koło. Przytomne osoby następujące przybierają nazwiska: karczmarz, karczmarka, chleb, piwo, siano, owies, mięso, wódka, słowem wszystko, co w karczmie być powinno, przybywa podróżny i wchodzi w rozmowę. Skoro wspomni karczmarza, karczmarkę, owies lub siano, zgoła jedną z rzeczy, a raczej obecnych osób, ta natychmiast wstać i wykręcić się musi, jeśli przypomni fant daje. Gdy podróżnemu rozmowa się sprzykrzy, zawoła wielkim głosem <<Karczma gore>>, wszyscy wstają, zmieniają miejsca, a kto zostaje nowym jest podróżnym”.
Ptaszek
„Wszyscy biorą się wkoło i stają, jedna osoba jest w kole, ta kręcąc się śpiewa:
Chodzi ptaszek po ulicy,
Wybiera ziarnka pszenicy;
A ja tańcuję w tem kole,
Biorę sobie kogo wole.
Domawiając tych słów bierze kogo chce, a drugie biorą się także parami z wielkim zapałem, bo jedna koniecznie zostać musi, ponieważ liczba osób zawsze nie parzysta”.
Na podstawie publikacji: "Dawne zabawy dziecięce", red. D. Żołądź-Strzelczyk, K. Kabacińska. Kielce 2008
| « poprzednia | następna » |
|---|















